głównaaktualnoœciprzeglšd prasyżyciorysgaleriavideokontaktlinki
Dwie kadencje dobrego planowania finansów miasta

a_dziennik.jpgProf. Zdzisława Janowska, poseł SdPl, kier. katedry Kierowania Zasobami Ludzkimi UŁ

Prezydent Jerzy Kropiwnicki, w czasie obu kadencji dobrze planował i zarządzał miejskimi finansami. Nic złego się nie wydarzyło, przeciwnie – były sukcesy. A głosy, że miasto jest zadłużone ponad miarę i to zadłużenie w przeliczeniu na mieszkańca Łodzi jest ogromne, są niepoważne. Ale po kolei.

Systematycznie, z roku na rok, rosły dochody miasta. Od kwoty po nad 1,6 mld zł w 2004 roku do ponad 2,7 mld zł w 2009. W projekcie budżetu Łodzi na 2010 r. dochody zaplanowano na nieco niższym poziomie, ale to zrozumiałe, jest to krok kryzysowy, trudny, trzeba nieco zacisnąć pasa. a wzrost dochodów do miejskiej kasy nie byłby możliwy, gdyby miasto się nie rozwijało. Rozwój miasta oznacza zwiększenie liczby podmiotów prawnych i fizycznych, które płaca podatki na rzecz Łodzi. Kolejni inwestorzy dają miejsca pracy i to także przekłada się na wzrost dochodów miasta.

Wraz z dochodami rosły także wydatki, ale były to wydatki racjonalne. Oczywiście, ideałem byłoby, gdyby dochody i wydatki były na takim samym poziomie, ale tak nigdzie nie ma, w żadnym mieście. Ale tez deficyt łódzki był i jest utrzymany na rozsądnym poziomie, a miasto ani przez chwilę nie było zagrożone utratą płynności finansowej. Aby nie być gołosłowną powołam się na raport niezależnych ekspertów z firmy Fitch Ratings, którzy bardzo wysoko oceniają łódzkie finanse.

Niezwykle ważne jest, by zadłużenie miasta trzymać w ryzach, nie przekraczać dopuszczalnego poziomu, który wynosi 60 procent budżetu miasta. I Łódź może pochwalić się dyscypliną w tej dziedzinie, bo nasz wskaźnik zadłużenia waha się w granicach 41 procent w roku 2010, podczas gdy w Poznaniu jest to 69 proc., Gdańsku – 58 proc., Wrocławiu – 59 procent, Warszawie – 54 procent. Także zadłużenie Łodzi w przeliczeniu na mieszkańca jest niższe niż podają organizatorzy referendum. W 2010 r. ma wynieść 1796 zł, a w 2009 r. zamknęło się kwotą 1474 zł. Znów Łódź jest lepsza od innych miast, w Krakowie zadłużenie na mieszkańca wynosi ponad 2,6 tys. zł, w Poznaniu i Wrocławiu – 2,9 tys., Gdańsku – 2,3 tys., a w Warszawie – 3,2 tys. zł.

Warto przypomnieć, że za kadencji Jerzego Kropiwnickiego wydatki majątkowe były płacone z kredytów tylko w 22 proc., 80 proc. były to środki własne miasta. A w 2002 r. aż 59 proc. wydatków finansowano z kredytów. Tylko te dane świadczą o tym, że polityka finansowa miasta za kadencji obecnego prezydenta jest słuszna. Krytykuje się zaciąganie kredytów, ale trzeba pamiętać, że Łódź korzysta z dofinansowania ze środków Unii Europejskiej na różne inwestycje. I bardzo dobrze, że potrafi to wykorzystać, ale musi mieć tzw. wkład własny. Właśnie, aby zmniejszyć obciążenia finansowe miasta, do obsługi tych inwestycji są powoływane spółki miejskie. To spółki zaciągają długoletnie kredyty na wkład własny, realizują inwestycje, a później kredyty spłacają. Takie rozwiązanie, na przekór krytykantom, też chwali agencja Fitch Ratings.

Na zakończenie warto także wspomnieć, ze z roku na rok z łódzkiego budżetu wydaje się więcej na poszczególne dziedziny życia. Na infrastrukturę w 2002 r. z miejskiej kasy szło 28 mln zł, a w roku 2008 już 183 mln zł, na budownictwo mieszkaniowe 19,4 mln zł, a w roku 2008 już 47 mln zł. Z drugiej strony wciąż jest to za mało w stosunku do potrzeb, ale…

Reasumując uważam, że gospodarowanie łódzkimi finansami jest dobre za obecnej prezydentury. Jerzy Kropiwnicki może spać spokojnie.